AZS AWFiS Gdańsk - AZS Politechnika Koszalin 39:30
W trzeciej kolejce ekstraklasy piłki ręcznej kobiet AZS AWFiS Gdańsk pokonał AZS Politechnikę Koszalin 39:30. Gdańszczanki po raz pierwszy w tym sezonie wystąpiły przed własną publicznością i - szczególnie do przerwy - pokazały szczypiorniak na dobrym poziomie.
Mecz zaczął się od ataku koszalinianek. Piłkę po strzale na gdańską bramkę wyłapała Małgorzata Sadowska i uruchomiła w szybkiej kontrze Katarzynę Koniuszaniec. Ta pokonała w pojedynku jeden na jeden Iwonę Pabich. To była 30 sekunda meczu i po akcji jak z podręcznika gospodynie prowadziły 1:0. Wprawdzie za chwilę był remis, ale później nastąpił kilkuminutowy popis gry podopiecznych trenera Jerzego Cieplińskiego. Z bardzo dobrej strony pokazała się debiutująca przed gdańskimi kibicami, a pozyskana niedawno z Łączpolu Gdynia, Anna Musiał. Pewnie wykonywała rzuty karne, trafiała też do siatki z zespołowych akcji. Między innymi po jej czterech bramkach w 8 minucie spotkania AZS AWFiS prowadził już 8:1. Nie było więc wątpliwości, która z akademickich drużyn jest lepsza i wygra sobotni mecz.
Trzeba jednak przyznać, że rywalki potrafiły otrząsnąć się z tej przewagi. W 13 minucie gospodynie wygrywały już tylko 9:6. W zespole z Koszalina bardzo dobrze grała doświadczona Ewa Jarzyna. Do przerwy zdobyła 9 z 13 bramek dla swojego zespołu. Gdyby w Koszalinie udało sie sklonować panią Ewę, to byłby to zespoł groźny dla wszystkich. Niestety, w sobotę w swoich poczynaniach była osamotniona. Na przerwę więc gdańskie akademiczki schodziły prowadząc pewnie różnicą 10 bramek ( 23:13).
W drugiej połowie trener Ciepliński sięgnął po zawodniczki rezerwowe. Na parkiecie pojawiły się 17-letnie juniorki, bramkarka Dominika Brzezińska, Karolina Szwed, Patrycja Kulwińska i bardzo szybko biegająca do kontrataków Aleksandra Mielczewska. Dziewczyny zdobywały ligowe doświadczenie, ale ucierpial na tym nieco wynik. Gdańszczanki już nie miały takiej przewagi, ba nawet przegrały tą drugą połowe różnicą jednej bramki. Końcowy rezultat meczu nie był jednak ani przez moment zagrożony.
Wydaje się, że mimo licznych osłabień trenerowi Cieplińskiemu znowu udało się zbudować ciekawy zespół, który już w tych trzech pierwszych kolejkach spotkań udowodnił, że będzie się liczył w krajowej czołówce. W sobotę obok wspomnianej już Musiał bardzo dobre wrażenie pozostawiła po sobie Edyta Chudzik. Po boisku poruszała się szybko, nabrała pewności w grze, zdobywała efektowne bramki. Skąd ta metamorfoza w porównaniu do poprzedniego sezonu?
- Pewności dodały mi treningi i miejsce w podstawowym składzie - skromnie powiedziała po meczu. A trener Ciepliński dodał, że Edzia - to boiskowy pseudonim Chudzik - będzie wkrótce najlepszą kołową w Polsce.