Beskid gore!
Beskid gore!
Z płonącego lasu na stokach góry Sobel pod Obidzą strażacy wyciągnęli tracącego przytomność 67–letniego mężczyznę. Zatruł się dymem próbując gasić ogień, który rozszalał się wśród drzew. Po chwili ocalonego człowieka zabrała karetka pogotowia. Pożar, który mógł skończyć się tragedią, wybuchł prawdopodobnie w wyniku wypalania traw.
Strażacy alarmują, że w tym roku pożarów od wypalania traw jest zatrważająco dużo. Od początku roku paliło się 530 razy – dwukrotnie więcej niż wiosną ubiegłego roku. Miniony poniedziałek i noc z poniedziałku na wtorek na długo pozostanie w pamięci ludzi, którzy walczyli z ogniem. W pierwszej akcji uczestniczyło osiem zastępów OSP z gminy Łącko i dwie sekcje PSP z Nowego Sącza.
– Ogień szalał na skraju dużego kompleksu leśnego obejmującego rozległe i trudnodostępne tereny Beskidu Sądeckiego – tłumaczy starszy kapitan Paweł Motyka, zastępca komendanta miejskiego PSP w Nowym Sączu. – Gdy oficer dyżurny PSP w Sączu odebrał ogniowe larum z tamtej wsi, było oczywiste, że trzeba działać w sposób zmasowany. Ogień nie mógł się wymknąć spod kontroli, bo oznaczałoby to tragedię. Na miejsce skierowano jednostki z pobliskich wsi: Obidzy, Jazowska, Łącka, Zabrzeży, Czerńca. Pomknęły dwa wozy z PSP w Nowym Sączu. Akcja rozpoczęta tuż po godzinie czternastej trwała niemalże do zmroku. Strażakom udało się jednak zatrzymać płomienie w dwuhektarowej kwaterze lasu.
Akcja gaśnicza w lesie nieopodal Obidzy z udziałem ponad pół setki druhów dopiero się zaczynała, gdy strażaków zaalarmowano o innym groźnym pożarze. Wybuchł również na stokach góry Sobel, ale na przeciwległym stoku w odległym od Obidzy rejonie wsi Zarzecze i Zabrzeż. To teren na granicy powiatów nowosądeckiego i nowotarskiego. Od ognia w Obidzy pilnie wycofano ochotników z Zabrzeży i Czerńca, kierując ich na granicę powiatów. Z Sądecczyzny mknęły tam posiłki z pięciu innych wiosek. – Pożar objął ponad pięć hektarów na górskim zboczu. Gaszenie było bardzo trudne – mówi kapitan Piotr Krygowski, rzecznik prasowy Powiatowej Komendy PSP w Nowym Targu. – Prócz wsparcia z Sądecczyzny ściągnęliśmy tam aż trzynaście jednostek i trzy ciężkie wozy gaśnicze z Nowego Targu. To był prawdziwy wyścig z płomieniami. Gdyby ogień „uciekł” nam w góry, pożoga mogłaby szaleć tam nawet tydzień.
Druhowie z Podhala i Sądecczyzny stłumili płomienie na granicy powiatów po pięciu godzinach morderczego wysiłku. Gdy przed godz. 20 wrócili do remiz, ledwo trzymali się na nogach. Nie było im dane odpocząć.
Na dwie godziny przed północą znów dostrzeżono ogień na stokach Sobla i to w tym samym miejscu, gdzie gaszony był poprzedni pożar.
Kapitan Piotr Krygowski ujawnia, że wzbudziło to trwogę wśród strażaków. Znowu ruszyły do akcji jednostki z Podhala i Sądecczyzny. Wezwano aż 16 zastępów.
Nie pomagają tłumaczenia, że wypalanie traw niszczy faunę i florę, paraliżuje ruch na drogach, zanieczyszcza powietrze, wyjaławia ziemię i hamuje bardzo pożyteczny, naturalny rozkład resztek roślinnych oraz asymilację azotu z powietrza. Nie trafia do przekonania nawet argument, że może być przyczyną śmierci ludzi. Bo ogień bardzo często wymyka się spod kontroli i przenosi na pobliskie lasy i zabudowania.