Polpak Świecie - Prokom Trefl Sopot 69:73
Mimo słabszej postawy Milana Gurovicia koszykarze Prokomu Trefla zrewanżowali się Polpakowi za porażkę w Sopocie (81:92) i w trzecim półfinałowym spotkaniu wygrali w Świeciu 73:69. W rywalizacji do czterech zwycięstw mistrzowie Polski objęli prowadzenie 2-1. Czwarty mecz między obu zespołami odbędzie się dzisiaj o godz. 19, również na parkiecie w Świeciu.
- Nie było łatwo, bo Polpak ma bardzo mocną drużynę, a my w każdym meczu musimy udowadniać, że jesteśmy najlepsi. Pokonanie nas to dla każdego zespołu wielki honor i wychodząc przeciw nam, zawsze gra na 120, a nawet 150 procent. My natomiast mamy pewne problemy zdrowotne, ale nikt na to nie patrzy. Jeśli wygrywamy, to wszystko jest w porządku. Ale jeśli powinie nam się noga, to zaraz zaczynają się pretensje i szukanie winowajców - mówił po spotkaniu nieco rozgoryczony Igor Milicić, który po raz pierwszy od czasu wyleczenia kontuzji zagrał w dłuższym wymiarze czasowym i miał w nim znaczący udział.
Zanim jednak pojawił się na parkiecie, zmieniając podstawowego rozgrywającego Mustafę Shakura, sopocianie spisywali się bardzo dobrze. Rozpoczęli od prowadzenia 13:0 i trener gospodarzy Mihailo Uvalin, szybciej niż zamierzał, musiał wprowadzić na boisko Erica Hicksa i Chrisa Garnera. Sopocki kosz odczarował dopiero Marko Brkic, ale na jego trafienie Prokom odpowiedział podniesieniem prowadzenia na 16:2. Dopiero efektowny blok Hicksa na Guroviciu zmienił przebieg spotkania. Zniechęcony Serb już do końca nie odzyskał wigoru i trener Tomas Pacesas często sadzał go na ławce rezerwowych. Tymczasem pobudzeni gospodarze wyrównali na 16:16 i mecz jakby rozpoczął się od nowa.
Sopocianie ponownie zaczęli budować przewagę, gdy z powodu kontuzji stopy parkiet opuścić musiał Hicks. Przy stanie 32:21 Uvalin ponownie posłał do walki Amerykanina i gospodarze znów zaczęli odrabiać straty. Ich pościg przerwany został przy stanie 35:29 syreną oznajmiającą zakończenie pierwszej połowy spotkania.
Po zmianie stron sopoccy koszykarze powrócili do gry z początkowych minut gry. Z dystansu trafiali Donatas Slanina i Krzysztof Roszyk, a pod koszem gospodarzy nękał Filip Dylewicz. Po trzeciej kwarcie mistrzowie Polski prowadzili już 57:44 i zanosiło się na ich pewne zwycięstwo.
Zmobilizowani przez szalejącego przy ławce rezerwowych trenera Uvalina gospodarze podjęli jeszcze jedną próbę pościgu. Kto wie, czy nie zakończyłaby się ona sukcesem, gdyby - przy stanie 66:61 - Dylewicz spudłował rzuty wolne. Na szczęście trafił oba i mimo nacisku graczy Polpaku zasłużonego zwycięstwa Prokom nie dał sobie odebrać do końca. Niezależnie od wyniku dziesiejszego spotkania, piąty mecz obu drużyn odbędzie się 8 maja w Sopocie.